Blisko jedenaście lat temu środowiska muzealne i kolekcjonerskie obiegła wiadomość o kradzieży cennych pamiątek z Muzeum Wojska Polskiego, wśród których znajdowała się między innymi gwiazda orderu Virtuti Militari po księciu Józefie Poniatowskim. Przedmioty te znalazły się szczęśliwie po niecałym roku. W trakcie “rutynowej” kontroli drogowej ujawniono je w bagażniku samochodu na terenie Ukrainy. Choć posłużyłem się cudzysłowem, to szczęście ukraińskiej policji niewątpliwie mnie cieszy. Wydawało mi się wtedy, że kradzież pamiątki tej klasy z centralnego muzeum jest czymś niesłychanym.
Dziś, szukając informacji na zupełni inny temat, natknąłem się na wzmiankę prasową z 25 grudnia 1820 roku, umieszczoną w dodatku do Gazety Warszawskiej. Czytamy w niej o dość podobnym wydarzeniu, które miało miejsce blisko dwieście lat temu. Tam kradzieży dokonano w gmachu klasztornym, a więc miejscu gdzie jeszcze mniej spodziewali byśmy się spotkać złodzieja.
Ze zbioru Numizmatów Konwiktu Warszawskiego XX. Piarów zginął medal dla Stanisława Konarskiego wybity, wyrażający z jednej strony popiersie Konarskiego, z drugiej dwie jego książki uwieńczone z napisem nad nimi: Sapere auso, a pod nimi: Stor. Aug. Rex MDCCLXV. Kto by egzemplarz takiego medalu bądź złoty, bądź srebrny, bądź miedziany posiadał i chciał go ustąpić za umówioną cenę, raczy się zgłosić do rektora rzeczonego konwiktu
Tu pojawia się refleksja, że podejście do obu wydarzeń było zupełnie różne. Informacja z 1820 roku pozbawiona jest w zasadzie jakiejkolwiek oceny. Tak jak gdyby fakt kradzieży, być może nawet przykry, nie miał większego znaczenia lub też nie był czymś nadzwyczajnym. Co zaciekawiło mnie szczególni to fakt, że autor ogłoszenia nie widział żadnego problemu w zastąpieniu egzemplarza ofiarowanego bezpośrednio księdzu Konarskiemu dowolną inną odbitką. Znaczenia nie miał nawet fakt, czy będzie to medal wybity w tym samym metalu. Dziś takie podejście było by całkowicie zdyskwalifikowane.
Wręcz przeciwnie, z punktu widzenia kolekcjonerskiego bardziej ceni się medal (czy inną pamiątkę) nie tylko z proweniencją po osobie której go wręczono, ale nawet z oznaczeniem poprzednich kolekcji w których był przechowywany i eksponowany. Znaczenie może mieć choćby miejsce nabycia, jeśli jest to renomowany dom aukcyjny lub szczególna aukcja. W tym kontekście zastąpienie egzemplarza medalu wybitego dla Stanisława Konarskiego i jemu osobiście ofiarowanego, dowolnym innym egzemplarzem tego medalu jest absolutnie niedopuszczalne.
Wspomniana notatka prasowa jest symbolem swoich czasów, w których podejście do pamiątek historycznych było inne niż dzisiaj. Pozwala to na refleksję, że być może za kolejnych dwieście lat to podejście zmieni się w jeszcze inną stronę, której dziś być może jeszcze nie znamy. Z drugiej strony pokazuje, że pewne sytuacje powtarzają się permanentnie i nie powinny nas dziwić, jako bardzo byśmy nie oczekiwali żeby nie miały miejsca. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie będziemy się musieli bulwersować kolejną głośną kradzieżą. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę straty wojenne, jakie Polska poniosła w czasie obu wojen światowych, które miały miejsce w XX wieku.
*Zdjęcie medalu ilustrujące wpis zostało zaczerpnięte z opisu 32 aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego.
Umieściłem ostatnio wpis na temat błędnego opisu przedmiotu oferowanego na aukcji w krakowskiej DESIE. Po czym zajrzałem do katalogu raz jeszcze i ku mojemu zdziwieniu zauważyłem, że w ofercie już na
Na ostatniej aukcji w
Pomiar medali, odznak, oznak i innych pamiątek po ich obrysie jest łatwy do wykonania i powszechnie wiadomo, że stosuje się do niego suwmiarkę. Kłopot powstaje wtedy, gdy trzeba zmierzyć grubość obiektu. Dlaczego może to być trudne? W przypadku odznak, orzełków i wielu innych obiektów kłopotem może być ich obły kształt.i dość duża powierzchnia “szczypiec” suwmiarki. Inny typowy kłopot, to różna grubość obiektu w różnych miejscach.
W zeszły piątek zakończyła się I Konferencja Medalierska organizowana wspólnie przez Muzeum Narodowe w Krakowie, w ramach którego działa Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego oraz Polskie Towarzystwo Numizmatyczne i Instytut Historii Sztuki UJ. Zainteresowanie było spore. Łącznie zgłoszonych zostało 37 referatów i tylko pojedyncze nie zostały wygłoszone. Jeszcze bardziej cieszy fakt, że słuchaczami byli nie tylko sami prelegenci.
Na początku marca opisywałem
Wracając jednak do wstążki omawianego medaliku trzeba się odnieść do wyobrażenia herbu z 1906 roku. W tamtym czasie elementy czarne były już białe. Jeśli pominąć właśnie tą barwę i barwę złotą (która widoczna jest na koronie, detalach mieczy i w centrum kwiatu), to pozostają tylko kolory niebieski i czerwony. Dokładnie takie jak na wstążce pierwszego z opisywanych medalików.
W trakcie długiego weekendu miałem przyjemność przeczytać książkę Jarosława Wrońskiego, Grzegorza Grześkowiaka i Wojciecha Czerwińskiego pod tytułem “Powstaniec Śląski – barwa i znak”. Prezentuje ona oznaki i odznaki związane w powstaniami śląskimi oraz organizacjami kombatanckimi. Ze względu na oddolny charakter powstań, barwa i znak tego okresu są bardzo skromne. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w publikacji, która w większości poświęcona jest pamiątkom kombatanckim. Nie rzutuje to jednak w najmniejszym stopniu na atrakcyjność książki, ponieważ jej dominująca część dotyczy pamiątek z okresu poprzedzającego drugą wojnę światową. Autorzy nie zapomnieli także o powojennych organizacjach kombatanckich i pamiątkach z nimi związanych. Temat rzeczywiście ujęty jest całościowo, czasem nawet może za szeroko.
Jeden z zaprzyjaźnionych numizmatyków, który zbiera materiały do nowej publikacji zaproponował żebym wybrał się z nim w charakterze tłumacza do Muzeum Narodowego w Pradze. Zgodziłem się bez wahania uznając, że może to być dobra okazja żeby zobaczyć także coś z interesujących mnie tematów. Sukces był umiarkowany, ponieważ Praskie muzeum przechowuje inwentarze w stolicy, a zbiory numizmatyczne 270 km dalej w Kromieryżu. Dlatego poza zamówionymi wcześniej pamiątkami nie mogliśmy zobaczyć niczego więcej na miejscu. Udało mi się jednak przejrzeć inwentarze zespołu medali i orderów.
Ostatnio na jednej z aukcji
Powstaje jednak szereg pytań. Dlaczego do wykonania pieczęci wykorzystano stosunkowo cienki i miękki kawałek metalu jakim jest srebrna moneta? Do wykonywania pieczęci najczęściej wykorzystywano mosiądz. Był on nie tylko twardszy ale także i tańszy. Dodatkowo jedną stronę monety trzeba było zeszlifować żeby rytować w niej wzór pieczęci. Wydaje się to mało rozsądne i prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
Na jednej z ostatnich aukcji domu aukcyjnego
Przedmiot artykułu Jana Skłodowskiego, Biblioteka i archiwum dawnego kolegium w Podolińcu, w
W zeszłym tygodniu otrzymałem bardzo ciekawą książkę “Piękno monety polskiej – opowieść o władcach, artystach i symbolach” autorstwa Witolda Garbaczewskiego. Jest to ciekawe połączenie książki i katalogu aukcyjnego. Nie jest to pomysł nowy, ale wciąż rzadko spotykany. Jeśli nie mamy do czynienia z aukcją tematyczną lub poświęconą określonej kolekcji, ciężko jest znaleźć indywidualną narrację, która mogła by poprowadzić przez obiekty przeznaczone do licytacji.
Gorąco polecam książkę prof. Jerzego Stelmacha “Uporczywe upodobanie. Zapiski kolekcjonera“. Czytałem ją jakiś czas temu, ale cały czas pozostaje w mojej pamięci. Autor doskonale rozszyfrował duszę kolekcjonera. Bardzo trafnie opisuje też osoby uczestniczące w rynku kolekcjonerskim. Dużym atutem książki jest język i wciągający styl pisania. Publikacja nie jest obszerna ale widać, że jest dobrze przemyślana. Dodatkową zaletą jest schludna kompozycja składu i ilustracje pochodzące z kolekcji autora.