Skip to content
  • kolekcjonowanie
    • o kolekcjonowaniu
    • aktualności
    • książki
    • blogi
  • pamiątki
    • ordery i odznaczenia
    • odznaki i oznaki
    • medale
    • dokumenty
    • pozostałe
  • Słowacja
    • Kežmarok
    • Polska – Słowacja
    • XIX wiek
  • o mnie
    • o stronie
    • czego szukam?
skelnik.pl

pamiątki

historia ukryta w przedmiotach
Published 13 April 2018

Dyplom medalu za stłumienie powstania styczniowego

Aleksander Masson był urzędnikiem carskim. Pochodził z rodziny francuskiego przemysłowca osiadłego w Warszawie. Zdobywając zaufanie przełożonych szybko piął się po szczeblach urzędniczej kariery, która w doskonały sposób odzwierciedla trudności życia polaków pod zaborem rosyjskim. W 1839 r., podczas półrocznej nieobecności Andrieja Storożenki, zastępował go na stanowisku prezesa stałej Komisji Wojenno-Śledczej w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Była to komisja, która zajmowała się ściganiem przestępstw o charakterze politycznym. Głównie były to wystąpienia patriotyczne, dzięki czemu Pawilon X stał się symbolem męczeństwa patriotów walczących o niepodległość pod zaborem rosyjskim. Jednocześnie w tym samym czasie był oficerem do specjalnych poruczeń w stopniu podpułkownika, przy namiestniku Królestwa Polskiego Iwanie Paskiewiczu. Później pełnił funkcję szefa tajnej policji w Warszawie, oraz naczelnika urzędu pocztowego w Warszawie. W latach 1859-1865 był dyrektorem generalnym poczty na cały okręg Królestwa Polskiego oraz szefem cenzury. Oznacza to, że funkcję tą pełnił także w trakcie powstania styczniowego.

Po powstaniu styczniowym w 1861 r. Aleksander II polecił zrusyfikować Radę Administracyjną. Był to organ władzy wykonawczej – rodzaj rządu w Królestwie Polskim. Sposobem rusyfikacji było włączenie w jej skład trzech zaufanych urzędników. Jednym z nich był Aleksander Masson. Kiedy utrzymanie kompetencji i składu Rady okazało się niemożliwe ze względu na protesty polaków, car powołał do życia Komitet Urządzający dla Królestwa Polskiego. Był to organ zarządzający w jego imieniu administracją Królestwa. Aleksander Masson wszedł w skład tego Komitetu i jako jego członek otrzymał medal za stłumienie powstania styczniowego. W czasie powstania jego główna aktywność polegała na szefowaniu urzędowi cenzury. W momencie otrzymania medalu posiadał
rangę tajnego radcy, co odpowiadało stopniowi generał lejtnanta i było trzecim najwyższym stopniem urzędniczym w cesarskiej tabeli rang.

Published 6 April 2018

Medal w podziękowaniu za ostatnią dekadę XVIII wieku

Przy okazji jednego z wpisów narzekałem, że dotychczas nikt nie sporządził spisu medali polskich z XIX wieku. Po jakimś czasie przypomniało mi się, że nie byłem dość precyzyjny. Przecież kiedyś wyłącznie dla takiego spisu kupiłem kilkanaście numerów Warszawskich Zeszytów Numizmatycznych. Anonimowy autor zaprezentował w nich “Rejestr XIX-wiecznych medali polskich i z Polską związanych“. Dość szybko udało mi się później ustalić nazwisko tego autora i jest nim osoba posiadająca ustaloną reputację w temacie polskiego medalierstwa. Dlatego też w pierwszym momencie byłem rozczarowany tym, że wspomniany rejestr stanowi w zasadzie spis pozycji wynotowanych z kilku podstawowych publikacji. Najwyraźniej autor też zdawał sobie sprawę z ograniczeń tego spisu i dlatego postanowił pozostać anonimowy. Jeśli spojrzeć na listę pozycji wymienionych w książce Witolda Garbczewskiego pod tytułem “Przemysł-Sztuka-Polityka. Wystawy gospodarcze na ziemiach polskich i z Polską związanych ok. 1850-1914“. Pierwszym medalem na liście anonimowego autora pochodzi z 1802 roku i poświęcony jest Karlowi Ludwikowi de Cocceji, radcy rządowemu i przewodniczącemu regencji w Głogowie. Związek tego medalu z Polską jest dość luźny i streszcza się do tego, że część udanej kariery urzędniczej de Cocceji związana była z Górnym Śląskiem. Z tego powodu można by dyskutować, czy rzeczywiście jest to pierwszym XIX-wieczny medal związany z Polską.

Ponieważ takie dyskusje zawsze pozostają nierozstrzygnięte może się okazać, że łatwiej będzie znaleźć inny starszy medal który spełniał będzie zadane kryterium. Wydaje się mało prawdopodobne aby przez dwa latach (1800-1802) nie ukazał się żaden medal nie związany z historią Polski. Tym bardziej, że rok 1800 był jubileuszowy. Rzeczywiście w tym roku wydano medal na upamiętnienie ostatniej dekady XVIII wieku. Na jego awersie widoczna była kobieca postać klęcząca przed ołtarzem z datą 1800. Jaki jest w takim razie związek medalu z Polską? Na rewersie medalu wymienionych jest szereg wydarzeń które zaważyły na historii Europy w latach 1791-1799. Jednym z nich było przyjęcie konstytucji 3 maja 1794 roku. Można przyznać, że było to wydarzenie bez precedensu nie tylko dla historii Polski, ale także całej Europy.

Medal wybity został w cynie i tylko w takim metalu notowany jest w znanych i opisanych kolekcjach XIX wiecznych. Jego średnica wynosi 43 mm. Tak więc z jednej strony temat i stop w jakim wykonano medal nie należą do szczególnie atrakcyjnych. Z drugiej strony ma on dość atrakcyjną z kolekcjonerskiego punktu widzenia wielkość. Dlatego w grudniu 2017 roku prezentowany na zdjęciach egzemplarz w wyraźnie widoczną skazą osiągnął na aukcji w Niemczech cenę ok. 450 zł.

Published 2 April 2018

Setny numer Przeglądu Numizmatycznego

Według zapowiedzi wydawcy, w drugiej połowie tego miesiąca ma się ukazać setny numer Przeglądu Numizmatycznego. W normalnych warunkach była by to doskonała okazja do świętowania. Niestety w tym przypadku radość z jubileuszu zmącona jest wiadomością, że jest to ostatni papierowy egzemplarz Przeglądu, który na dobre przenosi się do internetu. Przyznam szczerze, że pomimo całej sympatii dla inicjatywy i wydawcy, nie jestem przekonany, czy czasopismo internetowe przyjmie się na rynku. Wracając jednak do setnego numeru, ma on być obszerniejszy od poprzednich wydań i zawierać szereg szczególnych artykułów. Z tym większą satysfakcją przyjąłem wiadomość, że udało mi się zakwalifikować właśnie do tego wydania. Ukaże się w nim artykuł o medalu lenności cesarskiej Gniewkowskiej. Będzie to zarazem pierwszy krok do spełnienia mojego postanowienia noworocznego, dotyczącego tej strony. Was zachęcam do lektury setnego numeru przeglądu. Według zapewnień wydawcy będzie warto.

Published 30 March 2018

Kurs unitarny Szkoły Podchorążych Piechoty

Kurs unitarny zapewniał podstawowe wykształcenie niezbędne dla kandydatów do szkół podchorążych piechoty, kawalerii, artylerii i inżynierii. Nie oznacza to jednak, że wszyscy uczniowie szkół podchorążych przechodzili takie szkolenie. Zwolnieni byli z niego między innymi uczniowie szkoły podchorążych sanitarnych, czy saperów. Przechodzili oni kurs rekruckiego wyszkolenia piechoty w szkołach, w których później kontynuowali naukę. Z odbycia kursu unitarnego zwolnieni byli także absolwenci Korpusów Kadetów, o ile zdali egzamin na podchorążych. Niestety spora część kadetów miała z tym kłopoty. Zwolnienie dotyczyło także absolwentów dywizyjnych kursów podchorążych rezerwy, odbytych w ramach zasadniczej służby wojskowej. Początkowo dla tych dwóch grup przeprowadzano krótsze, miesięczne kursy unifikacyjne, jednak na początku lat trzydziestych zrezygnowano z nich.

Jako, że na kurs unitarny do Szkoły Podchorążych Piechoty przyjmowano kandydatów na podchorążych, kwalifikacje jakich od nich wymagano były były dosyć wysokie. Przede wszystkim byli to kawalerowie w wieku od 17 do 21 lat, którzy posiadali stosowne oświadczenie Wojskowego Szpitala Okręgowego. Od górnej granicy wieku istniały wyjątki dla osób posiadających określone wykształcenie fachowe lub studia wyższe. Mogli być oni niekiedy przyjmowani na kurs nawet do 25 roku życia. Kandydaci na kurs musieli posiadać maturę lub być absolwentami Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn i Elektrotechniki w Warszawie, czy Poznaniu. Nie mogli być karani za niektóre typy przestępstw, a ich postawa musiała wskazywać na głęboki patriotyzm i silny kręgosłup moralny. Co ciekawe, wymagano także legitymowania się prawem do noszenia Państwowej Odznaki Sportowej.

Wśród kandydatów spełniających wyznaczone warunki przeprowadzano w drugiej połowie lipca egzamin wstępny. Składał się on z rozmowy kwalifikacyjnej, testu z matematyki, fizyki i wiedzy ogólnej, a także badań lekarskich i psychomotorycznych. Całość egzaminu trwała trzy dni. Zarówno koszt egzaminu, jak też utrzymania w czasie jego trwania ponosili kandydaci.

Ilość uczniów przyjmowanych na kurs określał corocznie minister spraw wojskowych, a ostateczną listę przyjętych zatwierdzał komendant Szkoły Podchorążych Piechoty. Zawiadomienie o przyjęciu na kurs rozsyłane było do 1 września, a nauka rozpoczynała się 1 października. Dodatkowym warunkiem jej rozpoczęcia była wpłata w wysokości 100 zł.

Początkowo uczniowie kursu stanowili osobne klasy SPP. Sytuacja ta zmieniła się 20 października 1929, od kiedy to kurs stanowił na stałe III Baon Szkoły Podchorążych Piechoty. Początkowo kurs umiejscowiony był w Ostrowi Mazowieckiej. Jednak ze względu na rozrastające się potrzeby lokalowe szkoły podjęto decyzję o przeniesieniu kursu unitarnego do Różana, gdzie stacjonował od 15 października 1929 roku

Kurs unitarny trwał 11 miesięcy i dzielił się na okres rekrucki, okres wyszkolenia ogólno-wojskowego i specjalnego oraz okres wyszkolenia taktycznego. Pierwszy z nich trwał cztery miesiące i obejmowały typowy program wyszkolenia rekruta piechoty. Wyszkolenie ogólno-wojskowe i specjalne trwało pięć miesięcy. W tym czasie uczniowie odbierali gruntowe wykształcenie teoretyczne, a także w zakresie uzbrojenia, łączności i służby saperskiej. Ostatni, dwumiesięczny okres wyszkolenia taktycznego, to także okres nauki praktycznej. W tym czasie odbywano ćwiczenia taktyczne i ostre strzelanie.

Absolwenci kursu unitarnego, którzy zdali egzamin końcowy z wynikiem pomyślnym przyjmowani byli do szkół podchorążych piechoty, kawalerii, artylerii lub inżynierii. W związku z podjętą w szkole podchorążych nauką, składali zobowiązanie o dalszym kontynuowaniu kariery w szeregach korpusu oficerskiego danej broni. Przydział do danej szkoły podchorążych nie zależał wyłącznie od woli kandydata, ale także od jego przydatności do służby i ilości wolnych miejsc. Ostateczne zdanie należało do komisji międzyszkolnej. Nie bez znaczenia musiały pozostawać także opłaty jakie nakładano na kandydatów do poszczególnych szkół podchorążych. Wynosiły one 150 zł. w przypadku Szkoły Podchorążych Piechoty, czy Inżynierii lub nawet 330 zł. w przypadku Szkoły Podchorążych Kawalerii lub Artylerii. Także dalsze pobieranie nauki w wymienionych szkołach było płatne.

Jako ciekawostkę obyczajową można dodać, że w wymaganiach wobec kandydatów umieszczono zapis: „nie ulegają zboczeniom płciowym”.

Published 23 March 2018

Przywilej lokacyjny Mariensztatu

Zgodnie z prawem obowiązującym w okresie Rzeczpospolitej szlacheckiej, fundowanie miast należało do prerogatyw królewskich. Niekiedy dla celów rozwoju handlu lub lepszej organizacji latyfundiów, król wydawał specjalny przywilej lokacyjny, pozwalający na tworzenie miast prywatnych. Począwszy od XVII wieku dostrzegalne stały się różnice w rozwoju miast królewskich i prywatnych. Te pierwsze napotykały na istotne trudności w rozwoju, przez co królowie zaczęli coraz chętniej popierać fundacje prywatne.

Stały się one także kołem zamachowym rozwoju większych miast królewskich. Na obrzeżach największych z nich tworzono tzw. jurydyki. Były to swego rodzaju dzielnice okalające miasto, które formalnie były administrowane jak odrębne miejscowości. Posiadały swoich burmistrzów, rajców i ławę. Fundowali je magnaci i znamienitsi przedstawiciele duchowieństwa, otrzymując przywileje na wykonywanie określonych prerogatyw królewskich. Targi, karczmy i rzemieślnicy pracujący w jurydykach stanowili konkurencję dla miasta, sprzyjając jego rozwojowi.

Efektywność powyższego rozwiązania doprowadziła do tego, że w XVIII wieku Warszawa posiadała już 14 jurydyk. Prezentowany dokument stanowi przywilej lokacyjny dla jednej z nich – Mariensztatu1. Zgodnie z nim August III Sas w 1762 roku zezwolił generałowi artylerii wojsk litewskich, Eustachemu Potockiemu i jego małżonce Marii z Kątskich Potockiej na założenie „jurydyki swojej przy Wiśle pod Warszawą”. To właśnie współfundatorce Mariensztat zawdzięcza swoją nazwę.

Dokument określa przywileje sądownicze, podatkowe i handlowe z których mogli korzystać fundatorzy. Zgodnie z nimi mieszkańcy przyszłego Mariensztatu mieli prawo trudnić się rzemiosłem, prowadzić wyszynk wina, piwa i gorzałki. Jako dzień targowy ustanowiony został wtorek. Całość opatrzona jest pieczęcią królewską i własnoręcznym podpisem króla.

Published 16 March 2018

100 lat niepodległej Litwy

Dzisiejszy wpis nie będzie poświęcony żadnej konkretnej pamiątce historycznej, ale setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Litwę. Tak się przypadkiem złożyło, że 11 marca 2018 roku miałem okazję być we Wilnie. Tego dnia odbywały się uroczyste obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Z punktu widzenia turysty o zainteresowaniach historycznych nie było to przedsięwzięcie szczególnie udane. Główną atrakcją był multimedialny dzwon na którym wyświetlane były animacje okolicznościowe i zdjęcia portretowe które każdy mógł sobie zrobić w specjalnej fotobudce. Była też defilada i uroczysta msza w katedrze Wileńskiej. Ciekawym pomysłem było zorganizowanie kilku wycieczek z przewodnikami. Oprowadzały one po mieście i jego głównych zabytkach. Niestety dla gości angielsko języcznych dostępne były tylko dwie wycieczki po starówce. Wydało mi się to dość osobliwe, ale w dzień święta zamknięta zostało większość, jeśli nie wszystkie muzea. Potrafię zrozumieć, że było to święto narodowe i dzień  wolny od pracy, ale ze względu na charakter tego święta można było zaproponować turystom coś szczególnego. Tym bardziej, że święto wypadło na niedzielę, a w poniedziałek muzea były zwyczajowo zamknięte. Tak więc ten szczególny dzień wypadł w mojej raczej jako jedna z kolejny, a nie okrągła rocznica.

Chcąc się bliżej zainteresować tym wydarzeniem sięgnąłem do informacji na temat historii Republiki Litewskiej z okresu międzywojennego. Niestety na próżno szukałem daty 11 marca. Republika została proklamowana 2 listopada 1918 roku. Jej poprzedniczką było zależne od Niemiec Królestwo Litwy. Była to forma państwowości funkcjonalnie (choć nie ustrojowo) podobna do tej jaką było Królestwo Polskie po akcie 5 listopada. Z tym, że Królestwo Litwy powstało 16 lutego 1918 roku. Oznacza to, że data dzienna święta oderwana jest od daty rocznej. Dlatego pozostaje mieć nadzieję, że większe uroczystości szykowane są na listopad i na razie mieliśmy do czynienia jedynie z ich przedsmakiem.

Published 9 March 2018

Medal za obronę Słowacji we wrześniu 1939 roku

Kiedy rozpocząłem pisać zdanie, że “ostatnio” na aukcji pojawił się medal pamiątkowy za obronę Słowacji we wrześniu 1939 roku zawahałem się, ponieważ od tego czasu minęło już kilka miesięcy. Obecnie, kiedy kończę ten wpis, być może już nawet rok. Z drugiem strony taka okazja nie trafia się często, więc może nie jest to szczególnie długi odcinek czasu. Tym bardziej, że oferta obejmowała medal w komplecie z dyplomem. Takiego zestawu nie pamiętam nawet z wystawy na zamku w Bratysławie, która prezentowała Słowackie ordery i odznaczenia z lat 1939-1945 oraz od 1992 roku do czasów współczesnych.

Medal został ustanowiony rozporządzeniem rządu z 8 maja 1939 roku o wyróżnieniu za bohaterstwo w walce o zabezpieczenie samodzielności narodu Słowackiego i medalu za zasługi w zdobyciu Słowackiej niepodległości. Przyznawany był żołnierzom, cywilom i członkom Gwardii Hlinki za udział w walkach obronnych przeciwko agresji Węgierskiej na Słowację w marcu 1939 roku. W takim wypadku jego nazwa, odnosząca się do obrony Słowacji, była w zupełności uzasadniona. Jednak po wrześniu 1939 roku rozdawanie medalu kontynuowano także osobom zaangażowanym w atak na Polskę. W tym wypadku zwrot obrona Słowacji był już użyty na wyrost. Mieścił się jednak w logice propagandy Republiki Słowackiej. Choć zaatakowała ona Polskę ze względu na sojusz militarny z hitlerowskimi Niemcami, to w propagandzie przedstawiała wejście do Polski jako akt sprawiedliwości dziejowej, który miał doprowadzić do odzyskania należących się Słowacji ziem Spisza.

W celu odróżnienia osób wyróżnionych za kampanię na Polskim Spiszu i Podhalu wprowadzone zostały pewne modyfikacje w wyglądzie odznaczenia. Osoby które posiadały już medal za obronę Słowacji w marcu 1939 roku, a przysługiwało im kolejne takie samo odznaczenie za kampanię wrześniową, otrzymywały brązową blaszkę do przyczepienia na wstążce. Widoczny pomiędzy dwoma gałązkami jodły napis JAVORINA był nawiązaniem do wsi Jaworzyna Tatrzańska. Na Łysej Polanie obok tej wsi znajdowało się przejście graniczne między ówczesną Słowacją a Polską. Było ono czynne także po wojnie i funkcjonowało aż do wejścia w życie obu krajach traktatu z Schengen.

Osobnym zagadnieniem pozostaje pytanie o wygląd medali dla osób, które otrzymały je po raz pierwszy w kampanii wrześniowej. Martin Karasek i Jaroslav Kozak w katalogu Slovenske vyznamenania a odznaky 1938-1945 stawiają tezę, że otrzymały one takie same medale jak odznaczeni wcześniej, wraz z blaszką JAVORINA na wstążce. Według nich wyjątek w tym względzie zrobiono dla żołnierzy armii niemieckiej, którym wręczano medal z odmiennym napisem na rewersie. O ile pierwszy medal nosił dewizę ZA OBRANU SLOVENSKA – V MARCI 1939, o tyle nowy wzór nosił napis ZA OBRANU SLOVENSKA – JAVORINA ORAVA. Pogląd ten uprawdopodabnia przywołana przez nich korespondencja z której wynika, że oba wzory medalu były zamawiane w Kremnickiej mennicy równolegle. Niestety hipoteza ta z pewnością nie jest ścisła, ponieważ znany jest mi medal w pierwszej wersji z blaszką JAVORINA pozyskany przez kolekcjonera wraz z dyplomem bezpośrednio od rodziny niemieckiego żołnierza. Z mojego doświadczenia wynika, że odmiana z napisem JAVORINA ORAVA jest wyraźnie rzadziej spotykana na rynku kolekcjonerskim od swojego pierwowzoru. Ma to swoje potwierdzenie w ilości medali wykonanych do końca października 1939 roku. W tym czasie ministerstwo obrony odebrało 900 medali pierwszego wzoru i zaledwie 100 medali drugiego. Co ciekawe, w tym samym czasie mennica zakończyła już pracę nad 4.000 blaszek JAVORINA, choć nie miała do nich jeszcze gotowych medali. Wstążki były wykonane odrębnie przez skład Fant. Kühmayer S.A. z Bratysławy, który specjalizował się w wyrobach drucianych i ozdobach choinkowych. Jeden z rachunków za wstążki do odznaczeń stanowi ilustrację następnego akapitu.

Ustalenie łącznego nakładu medali obu wzorów nie jest w moim przekonaniu łatwe. Pomimo iż zachowane źródła mówią o zamówieniu 15.000 sztuk w dniu 27 czerwca 1939 roku, to liczba ta nie musi odpowiadać ilości ostatecznie wykonanych egzemplarzy. Mennica oddawała zamówienie partiami, a nadawanie medalu zakończono ostatecznie w dniu 30 listopada 1941 roku. Może o tym świadczyć także relatywnie niska dostępność medalu na rynku kolekcjonerskim. Cena podstawowego wzoru bez blaszki JAVORINA w obecnej chwili nie spada poniżej 500 zł. Tak więc rynek wycenia ten medal znacznie wyżej niż inne obiekty rzeczywiście wykonane w nakładzie rzędu kilkunastu tysięcy sztuk. Z drugiej strony należy pamiętać, że wiele pamiątek związanych z okresem Republiki Słowackiej była niszczona w celu zatarcia niechlubnej przeszłości. Komunistyczne władze Czechosłowacji bardzo źle patrzały na osoby związane z poprzednim reżimem. Właśnie dlatego dyplomy do Słowackich odznaczeń z okresu II Wojny Światowej są rzadsze od nich samych.

 

Published 2 March 2018

karty katalogowe dla medali

Poza dbałością o sposób przechowania pamiątek należy także dbać o prawidłowe opracowanie własnej kolekcji. Przez dłuższy czas miałem problem jak to robić. W internecie funkcjonuje kilka programów komputerowych do archiwizowania zbiorów, ale żaden z nich nie odpowiadał w pełni moim indywidualnym potrzebom. Między innymi dlatego, że zazwyczaj były to programy dedykowane dla konkretnego rodzaju obiektu (np. monet) i dlatego nie odpowiadały wymogom opisu i archiwizacji innych pamiątek. Wreszcie uznałem, że nie ma sensu zamykać całej swojej pracy w programie który z dnia na dzień może przestać być rozwijany. Koronnym przykładem takiej ślepej uliczki jest format DjVu wykorzystywany przez wiele polskich bibliotek cyfrowych, który przestał być rozwijany w 2006 roku. Można przypuszczać, że za kilka a maksymalnie kilkanaście lat cała praca polskich bibliotekarzy i przeznaczone na to nasze środki publiczne okażą się być zmarnowane. W konsekwencji uznałem, że najlepiej będzie postawić na powszechnie stosowany i rozwijany format, który łatwo będzie można wydrukować w czytelnej formie, ale także przekształcić na inne formaty cyfrowe. Z tego względu wybrałem darmowy program OpenOffice i format zapisu plików w formacie ODT.

Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego! Wychodząc z takiego założenia postanowiłem opracować karty katalogowe dla każdego typu obiektu jaki może się znaleźć w mojej kolekcji. Zadanie okazało się nie być takie proste jak początkowo sądziłem. Jako pierwsze udało mi się opracować karty katalogowe dla medali i dokumentów potwierdzających nadania wyróżnień. Poniżej załączam wzór pierwszej z nich. Może komuś z Państwa się przydadzą. Chętnie poznam też Państwa ewentualne spostrzeżenia i uwagi do tego wzoru karty katalogowej, jeśli można go jakoś poprawić.

karta katalogowa medalu – przykład wypełnienia

karta katalogowa medalu – wzór ODT

Published 23 February 2018

Medal Wzrostowi Rękodzieł plagiatem?

Opisywałem swego czasu falsyfikat medalu z dewizą Wzrostowi Rękodzieł, który został wykonany na wzór i podobieństwo pierwotnego medalu. Okazuje się jednak, że do pewnego stopnia można kwestionować także oryginalność artystyczną pierwowzoru. Na rewersie medalu widoczny jest kartusz z przywołaną wcześniej dewizą. Pod nim Polonia z rogiem obfitości oparta o tarczę na której widoczny jest orzeł. Prawą ręką wskazuje na słońce wschodzące za wzgórzem, pod którym posadowiony jest budynek. Na pierwszym planie widać różne przedmioty symbolizujące poszczególne rzemiosła. Dolna część pola rewersu odcięta jest cięciwą, poniżej której znajduje się data pierwszej wystawy. Ta strona medalu rytowana była przez medaliera Mennicy Warszawskiej Karola Baerenda, którego inicjał dyskretnie schowany jest nad prawnym końcu cięciwy dzielącej pole rewersu. Późniejsza wersja tej strony medalu, charakteryzująca się przede wszystkim brakiem daty pod cięciwą, rytowana była już przez Gotfryda Majnerta. Zmiana autora rewersu związana była prawdopodobnie ze śmiercią pierwszego z wymienionych medalierów.

Początkowo sądziłem, że wzór rewersu inspirowany był wcześniejszym medalem autorstwa Ksawerego Stuckharta wybitym na otwarcie huty Aleksandra I w Białogonach. Rewers tego medalu przedstawia kartusz z dewizą “I kruszcom Polski zajaśniało słońce”. Pod nim znajduje się słońce wschodzące za wzgórzem. Na pierwszym planie widoczny jest budynek huty, pod którym część pola odcięta jest cięciwą. W tym miejscu widoczny jest napis “Huta Aleksandra w Białogonach 1817”. Nawiązanie wydawało mi się bardzo czytelne.

Tak było aż do końca stycznia tego roku, kiedy na aukcji u Kuenkera zobaczyłem medal upamiętniający podpisanie deklaracji z Pilnitz w sierpniu 1791 roku. Co prawda znałem go wcześniej, ponieważ spotkanie w Pilnitz dotyczyło między innymi spraw polskich i w związku z tym medal włączany jest do kategorii medali związanych z Polską, ale nigdy wcześniej nie skojarzyłem go z trzydzieści lat późniejszym medalem dotyczącym wystaw rzemiosła i rękodzieła. Dopiero teraz zauważyłem uderzające podobieństwo. Kompozycja została przez Karola Baerenda niemal dosłownie przeniesiona z wcześniejszego medalu. Szczególnie uderzające jest podobieństwo pierwszoplanowej postaci. Swego czasu rozmawiałem z jednym ze znajomych kolekcjonerów na temat korony umieszczonej na głowie Polonii. Z rozmiaru i jakości rysunku korony wnioskował on, że być może był to element dodany na późniejszym etapie projektowanie kompozycji rewersu. Jeśli spojrzy się na pierwowzór medalu to wyraźnie widać, że korona od samego początku miała być mała. Jej nieporadność raczej należy wiązać z brakiem umiejętności warszawskiego medaliera. Na niedostatki w tym względzie wskazuje także twarz i przykrótka prawa ręka postaci. Reputację autora ratuje jedynie pięknie wykonany orzeł na tarczy.

 

 

 

Published 16 February 2018

Uwagi o liście osób odznaczonych “Parasolem”

Jedną z ciekawszych i bardziej symbolicznych odznak pamiątkowych z okresu poprzedzającego wybuch drugiej Wojny Światowej jest tak zwany “Parasol”. Odznaka zyskała takie określenie ze względu na charakterystyczny kształt ośmioramiennej gwiazdy umieszczonej w jej centralnym punkcie. Wygląda on jak otwarty parasol postrzegany z lotu ptaka. Inna brzmiąca oficjalnie nazwa to znaczek oficerski Związków Strzeleckich. Nazwa ta ewoluowała w późniejszym okresie ze znaczka do bardziej poważnie brzmiącego znaku. Wydaje się, że ustalenie listy osób uprawnionych do jego noszenia powinno być proste, właśnie ze względu na znaczenie jakie posiadał sam znak. Był swego rodzaju symbolem legionowego szlachectwa, a przynajmniej musiał być niewątpliwym powodem do dumy.

Dlatego zaskoczyło mnie, że tak trudno dziś jednoznacznie określić listę osób odznaczonych „Parasolem”. Wacław Lipiński podaje za nieoznaczonymi dokumentami Archiwum Wojskowego Biura Historycznego 66 nazwisk. Według jego relacji list składa się z nazwisk osób, które Józef Piłsudski miał wyróżnić znakiem jako Komendant Główny Polskich Drużyn Strzeleckich.

Barzykowski Zbigniew
Biernacki Stefan
Biernacki Wacław
Biłyk Alfred
Brzezina Ottokar
Burhardt Stanisław
Dunin Roman
Endel Leopold
Fabrycy Kazimierz
Fleszar Albin
Furgalski Tadeusz
Gąsiorowski Janusz
Głuchowski Janusz
Górski Jan
Grudziński Franciszek
Iwanicki Jan
Januszajtis Marjan
Jarnuszkiewicz Czesław
Jaworowski Rajmund
Karwacki Zygmunt
Kasprzycki Tadeusz
Kelm-Koperczyński Juljan
Kędzierski Władysław
Koc Adam
Kossakowski Tadeusz
Krynicki Stanisław
Kuczyński Zygmunt
Kukiel Marjan
Kunc Bogusław
Łuczyński Aleksander
Łukoski-Orlik
Machajski Mieczysław
Machowicz Stanisław
Monasterski Tadeusz
Nehring Aleksy
Neugebauer Mieczysław
Ołdakowski Jerzy
Ostrowski Antoni
Piątek-Herwin Kazimierz
Piskor Tadeusz
Prażmowski-Belina Władysław
Protasewicz Leon
Prystor Aleksander
Przyjałkowski Zdzisław
Raczyński Włodzimierz
Rybka Józef
Rydz-Śmigły Edward
Skwarczyński Stanisław
Sladki Jerzy
Słoniowski Modest
Sosabowski Stanisław
Sosnkowski Kazimierz
Stachiewicz Juljan
Stokowski Stefan
Tarczyński Tadeusz
Tessaro Stanisław
Tokarzewski Michał
Tomaszewski Aleksander
Trojanowski Mieczysław
Warski Ryszard
Wieczorkiewicz Wacław
Wilczyński Józef
Wilk Władysław
Zamorski Kordjan
Zwierzyński Stanisław
Żuliński Tadeusz

Panteon Polski nr 46/47 z 1928 roku podaje, że znak otrzymało 60 osób. W tym 34 wywodziły się ze Związku Strzeleckiego, a 26 z Drużyn Strzeleckich. Jednocześnie cytuje rozkaz oficerski z 25 lipca 1916 roku, w którym przedstawione są nazwiska osób odznaczonych w ramach Drużyn Strzeleckich. Pokrywają się one w większości z listą W. Lipińskiego, uzupełniając ją o nazwisko Mieczysława Hachajskiego oraz Michała Żymierskiego. Pominięcie tego drugiego można tłumaczyć jego degradacją.

Z całą jednak pewnością, nawet po uzupełnieniu lista ta nie jest pełna. Dowodzi temu zachowany materiał ikonograficzny. Znak widoczny jest na przedwojennych zdjęciach oficerów nie wymienionych na powyższej liście. Jego znaczenie i rozpoznawalność były na tyle duże, że jego nadużywanie było by łatwo zauważone. Poza tym trzeba pamiętać, że znam miał przysługiwać osobom, które uzyskały stopień oficerski na kursach Związku Walki Czynnej i Polskich Drużyn Strzeleckich. Jeśli prześledzimy listę absolwentów kursu wyższego szkoły ZWC zauważymy przynajmniej piętnaście nazwisk, których brak na liście W. Lipińskiego.

Bałaban Romuald
Dłużniakiewicz Janusz
Dobaczewski Eugenjusz
Grot Leon
Gruegel Bolesław
Grzybowski
Jarząbkiewicz Leon
Krotke Gustaw
Lelek Stefan
Możdżeń Kazimierz
Paszkowski Henryk
Sikorski Władysław
Skwarczyński Adam
Sulkiewicz Michał
Wiśniewski Józef

Przedstawiona lista była by zapewne dłuższa gdyby udało się rozszyfrować pseułdonimy 12 absolwentów, których prawdziwej tożsamości nie udało mi się ustalić. Nie udało mi się także dotrzeć do listy absolwentów pozostałych kursów wyższych. Można przyjąć, że one także uzupełniały by listę uprawnionych do otrzymania znaku.

Na podstawie zachowanych zdjęć stwierdzić można, że znak nosił także płk Henryk Bagiński. Był on instruktorem szkoły podchorążych Polskich Drużyn Strzeleckich, a później komendantem okręgu lwowskiego PDS. Jego prawo do noszenia znaku raczej nie było kwestionowane, skoro nosił go przy mundurze przez cały okres służby w okresie międzywojennym oraz w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. W konsekwencji można postawić hipotezę, że znak przysługiwał także innym instruktorom szkoły podchorążych PDS. Patrząc na ten krąg (przypuszczalnie) uprawnionych, należy zwrócić uwagę, że Janusz Gąsiorowski, Marjan Januszajtis, oraz Mieczysław Naugebauer znajdują się na liście W. Lipińskiego. Pozostałe nazwiska poza Henrykiem Bagińskim ustalone na podstawie tego klucza to Bolesław Biskupski i Kazimierz Kreiter. Gdyby jednak przyjąć, że Henryk Bagiński otrzymał znak ze względu na to, że był komendantem okręgu lwowskiego PDS, to obok niego otrzymał by go jeszcze Juliusz Ulrych. W takim wypadku znak niekoniecznie przysługiwał by Biskupskiemu i Kreiter.

W swojej pracy doktorskiej A. Wojtaszek podaje biogram gen. Mieczysława Dąbkowskiego informując w nim, że był on odznaczony „odznaką oficerską >>parasol<<”. Informacji tej zdają się nie potwierdzać zachowany materiał ikonograficzny. Nie udało mi się bowiem dotrzeć do zdjęć gen. Dąbkowskiego ze znakiem przypiętym do munduru. Należy jednak zaznaczyć, że były to zdjęcia z okresu drugiej połowy lat dwudziestych i późniejsze, kiedy noszenie znaku nie było tak popularne. Należy też zaznaczyć, że informacje o przyznaniu znaku „Parasola” są w pracy A. Wojtaszka dość wyrywkowe. Z pośród prezentowanych tam sylwetek jako oznaczonych znakiem podaje on jedynie gen. Dąbkowskiego, Kukiela i Tokarzewskiego. Przyjmując, że gen. Dąbkowski znak otrzymał, jak podaje to A. Wojtaszek, należy zastanowić się nad podstawą takiego oznaczenia. Gen. Dąbkowski był wykładowcą na kursach ZWC. W tym na pierwszym kursie niższym organizowanym u zarania działalności tej organizacji. Z pośród grona wykładowców tego kursu na liście W. Lipińskiego nie figurują:

Dąbkowski Mieczysław
Gorzechowski Jan
Możdżen Kazimierz
Piłsudski Józef
Sikorski Władysław

W grupie ostatnich pięciu nazwisk z pewnością znak posiadał Józef Piłsudski. Trudno powiedzieć z jakich względów nie figuruje on na liście W. Lipińskiego. W końcu wiedza o tym, że komendant był wyróżniony znakiem była powszechna. Nie umieszczenie jego nazwiska na liście publikowanej przed wojną mogło być potraktowane wręcz jako nietakt. Wojciech Moś podaje w swojej publikacji na temat odznak pamiątkowych szkół wojskowych, że znak otrzymało w 1915 roku z rąk Józefa Piłsudskiego 73 oficerów. Nie podaje jednak nazwisk tych oficerów. Nie wiadomo też, czy była to ostateczna i pełna lista odznaczonych.

Published 14 February 2018

Ancient Coins Search jako ofiara własnego sukcesu

Na początku roku otrzymałem e-mail od acsearch.info, który informuje o tym, że zmuszeni zostali do usunięcia wszystkich zdjęć obiektów oferowanych w przeszłości przez szereg niemieckich i austriackich domów aukcyjnych, ze wskazaniem ich listy. Są to głównie duże domy aukcyjne sprzedające na każdej aukcji nawet kilka tysięcy obiektów. We wiadomości tej została wprost wyrażona sugestia, że wszelkie próby polubownego rozwiązania sporu tak aby umożliwić użytkownikom acsearch dostęp do archiwów w obecnym kształcie, były konsekwentnie odrzucane. W ocenie administratorów strony celem domów aukcyjnych jest stworzenie konkurencyjnej platformy. Jest to oczywiście dość prawdopodobne, że kilka domów generujących największy ruch na rynku w swoim regionie pragnie stworzyć alternatywną stronę, z której same będą czerpały zyski.

Nie wykluczam jednak innego scenariusza. Informacja o tym, że określona moneta sprzedała się w określonej cenie, tylko pozornie daje nam informację o jej rynkowej wartości. W końcu zasadniczy wpływ na cenę monet ma ich stan zachowania. Dwie monety mogą się istotnie różnić ceną, nawet jeśli obie będą ocenione na stan drugi. Inna kwestia to informacja o obiegu i wzroście lub spadku ceny tego samego egzemplarza monety. Przy większości monet w zasadzie nie da się ustalić czy oferowany egzemplarz jest dokładnie tym samym, jeśli nie porównamy ich na zdjęciach. Ustalenie, że ta sama moneta była oferowana na aukcji kilkukrotnie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy może mieć negatywny wpływ na jej cenę. Podobnie jak ustalenie, że na poprzedniej aukcji się nie sprzedała. Wreszcie ustalenie, że dana moneta została sprzedana taniej niż na przykład rok wcześniej, może ostudzić zapał typowych inwestorów, nie zainteresowanych samą numizmatyką.

Published 9 February 2018

Kolekcja tyranów

Już za kilka dni na Long Beach Expo, czyli targach kolekcjonerskich w Kalifornii ujawniona zostanie pierwsza część kolekcji tyranów. Co to za kolekcja? Nie wiadomo, ponieważ dotychczas nie tylko nie ujawniono jej zawartości ale nawet nie informowano o jej istnieniu. Oczywiście takich zakonspirowanych kolekcji są setki, jak nie tysiące. Jednak ta ma pewien szczególny wyróżnik. Autor strony internetowej poświęconej kolekcji zachwala ją jako najcenniejszą (w rozumieniu najdroższą) prywatną kolekcję monet na świecie. Tak po prostu. Bez wchodzenia w jakiekolwiek kategorie, czy posługiwanie się jakimikolwiek zastrzeżeniami. Kolekcja warta jest setki milionów dolarów i już! Są to na tyle mocne słowa, że raz wypowiedziane muszą okazać się prawdą. W przeciwnym wypadku ośmieszą ich autora i samą kolekcję. Pomińmy jednak te przechwałki, bo nie są one warte takiej uwagi, jak sam pomysł na stworzenie kolekcji. Kim więc są tytułowi tyrani? Zacytujmy anonimowego autora kolekcji:

Tyrani noszą wiele tytułów: królowie i królowe, cesarze i cesarzowe, carowie i caryce, dyktatorzy, regenci, papieże, kalifowie, sułtani i chanowie. To co ich definiuje to ich absolutna władza nad terytoriami zamieszkałymi przez miliony ludzi. Tyrani stali w pierwszym rzędzie tych, który przez tysiące lat tworzyli historię. Jedną z pierwszych rzeczy którą robią tyrani po objęciu władzy jest wybicie monety z własnym imieniem i podobizną, ogłaszającej roszczenie do ich terytorium. Tak kontynuują bicie monety ze swoimi roszczeniami do terytoriów, aż do dnia kiedy umrą lub zostaną zniesieni.

Wydaje mi się, że w w tym kontekście określenie tyran jest postawione mocno na wyrost. Zdecydowanie bardziej adekwatne było by zwykłe określenie władca lub modne ostatnio w naszej polityce słowo suweren, czyli po angielsku ruller lub sovereign. Zgódźmy się jednak, że nie brzmiało by to tak efektownie jak tyran. Pomijając te niuanse semantyczne pozostaje pytanie o sam pomysł. W moim przekonaniu jest świetny. Autor chciał stworzyć kolekcję monet obrazującą historię władców przez pryzmat monet jakie bili. Zakres merytoryczny obejmuje monety antyczne, a także monety nowożytne świata i Stanów Zjednoczonych. (To nie jest żart, tylko cytat ze strony poświęconej kolekcji.) W ten sposób można by do kolekcji włączyć niemal każdą monetę. Dlatego mimo wszystko należało sobie narzucić jakiś kaganiec. Zacytujmy anonimowego kolekcjonera:

Celem kolekcji tyranów jest posiadanie przynajmniej jednej monety związanej z każdym tyranem, który rządził każdym większym terytorium lub państwem, w szczególności dużej złotej monety, wyraźnie eksponującej imię, podobiznę i tytulaturę tyrana.

W innym miejscu autor kolekcji zaznacza, że postanowił się ograniczyć do monet słynnych i wartościowych. Jest dosyć znamienne, że w zestawieniu tym zabrakło monet ciekawych, czy istotnych historycznie. Dlaczego, jako nic nie znaczący komentator z prowincji, w dodatku nie będący numizmatykiem, pozwalam sobie na takie uwagi wobec najdroższej kolekcji monet Świata i Stanów Zjednoczonych? Ponieważ mam nieodparte wrażenie, że nie jest to kolekcja tworzona z pasji, tylko kolejny projekt marketingowy. Przynajmniej tak została opisana. Idę o zakład, że nie minie wiele czasu jak kolekcja tyranów zacznie być partiami oferowana na aukcjach. Już teraz wyraźnie promowany jest zestaw monet upamiętniających Edwarda VIII. Inwestorzy będą zachwyceni mogąc kupić monetę z najdrożej kolekcji świata, zawierającej najsłynniejsze i najbardziej wartościowe monety świata i Stanów Zjednoczonych. W dodatku dotyczących tak ważnych tyranów. Władców, carów, królów i papieży wszyscy już w swoich kolekcjach mają. Ja będę miał tyranów! Tak strasznych jak Edward VIII, który po niespełna 12 miesiącach zrezygnował z tronu dla spokojnego życia rodzinnego.

Prawdę mówiąc nie był bym zdziwiony gdyby okazało się, że nie ma czegoś takiego jak kolekcja tyranów i będzie to tylko seria aukcji z wyjątkowo drogimi monetami, których wartość dodatkowo podbita będzie etykietą kolekcji tyranów. Z drugiej strony postawmy sprawę jasno. Nie przeszkadza mi, że są ludzie którzy zbierają drogie monety, czy inne pamiątki. Bawi mnie tylko próba ubrania projektu komercyjnego w płaszczyk wspaniałej kolekcji, tworzonej dla większej idei. Zgromadzenie wyjątkowej oferty monet do kilku kolejnych aukcji też jest sporym wysiłkiem i na pewno spotka się z uznaniem kolekcjonerów.

Published 2 February 2018

Projekty banknotów 20 i 50 złotych z 1925 roku

Punktem wyjścia do napisania tego wpisu był dyplom oferowany przez Dom Aukcyjny Artissima. Stanowił on potwierdzenie uzyskania przez Zygmunta Kamińskiego medalu srebrnego na międzynarodowej wystawie sztuki dekoracyjnej i wzornictwa w Paryżu w 1925 roku. Była to wystawa szczególna, ponieważ stanowiła podsumowanie nowego trendu w sztuce. Wziął on zresztą swoją nazwę od skrótu francuskiej nazwy tej ekspozycji i do dziś znany jest na całym świecie jako art deco (arts decoratifes). Dyplom wykonany był w technice litografii, a miejsce na nazwisko laureata i podpisy uzupełniane tuszem. Zaskakująca jest wielkość dyplomu, którego wysokość przekracza pół metra. Jest to rozmiar zupełnie nietypowy dla grafiki, a nawet nieco większy od standardowego wymiaru obrazów olejnych. Patrząc jednak na jego bogactwo graficzne, można śmiało powiedzieć, że sam w sobie stanowi odrębne dzieło sztuki. Jego twórcą był Gustave Louis Jaulmes, urodzony w 1873 roku szwajcarski artysta i architekt. Jego prace cieszyły się sporym uznaniem jeszcze za życia i był zaproszony do wielu ważnych projektów artystycznych. Tak prywatnych jak i publicznych. Do jednej z ciekawszych jego prac można zaliczyć dekorację sali dla Muzeum Augusta Rodin w której eksponowana była rzeźba Pocałunek oraz dekoracje dla liniowca oceanicznego Île de France. Gustava Jaulmes poruszał się swobodnie nie tylko grafice i projektowaniu wnętrz, ale także w malarstwie, tkactwie i projektowaniu mebli. Bez wątpienia można powiedzieć, że był artystą wszechstronnym.

W przeciwieństwie dla wielu innych medali nagrodowych z wystaw sztuk pięknych czy rzemiosła, te z wystawy paryskiej były anonimowe. Nazwisko zwycięzcy widoczne było tylko na dyplomie. Wysokość, jak też szerokość ośmioboku wynosiła 6 cm. Tak więc podobnie do dyplomu, nie należał do najmniejszych w swojej kategorii. Ponieważ medal bity był w srebrze, jego waga wynosiła przeszło 100 gram. Autorem nagrody był medalier Pierre Turin. Jako ciekawostkę można dodać, że Turin był nie tylko autorem medalu na wystawę w 1925 roku, ale także jego laureatem. Jego najsłynniejszymi pracami były wzory monet 10 i 20 frankowych z nowym modelem głowy Marianny.

Wróćmy jednak do medalu dla Zygmunta Kamińskiego. Otrzymał go za projekty dwóch banknotów. Pierwszy z nich o nominale 50 złotych został wprowadzony do obiegu już w 1925 roku. Drugi o nominalne 20 złotych wprowadzono do obiegu w roku następnym. Choć oba projekty utrzymane są w identycznej stylistyce i na obu przedstawiono żniwiarkę i Merkurego w identycznych pozach, to nie trudno znaleźć także przysłowiowe pięć szczegółów którymi się różnią. Najważniejszy z nich to kolorystyka. Ta którą można zobaczyć na załączonych zdjęciach nie odpowiada kolorystyce jaką banknoty posiadały w druku. Wynika to z faktu, że przedstawione ilustracje stanowią wydruki próbne banknotów. Potwierdza to między innymi brak podpisów Prezesa, Naczelnego Dyrektora i Skarbnika Narodowego Banku Polskiego. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że projekt banknotu 20-złotowego nosi datę planowanej emisji “1 marca 1926 r.”, choć nie ulega najmniejszej wątpliwości, że powstał jeszcze w 1925 roku.

Poza tym przedstawione wydruki próbne banknotów 20 i 50 złotych, które licytowane były na 2 aukcji Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka, posiadają jeszcze jedną cechę, która odróżnia je od późniejszych emisji obiegowych. Jest nią podpis autora projektu umieszczony poniżej prawej strony dolnej krawędzi. Na wydruku próbnym banknotu 50-złotowego widoczne jest jeszcze oznaczenie drukarni E. Gaspé w Paryżu. Kryła się za nią drukarnia Eugèna Gasperiniego, który jako przydomka używał skróconej formy nazwiska. Jego atelier wykonywało próbne wydruki banknotów także dla innych krajów. W tym oczywiście dla Francji i jej kolonii oraz dla zaprzyjaźnionej z Polską w tamtym czasie Rumunii, czy nieco egzotycznego Libanu. W zasadzie można by poprzestać na tym opisie, gdyby nie jedno intrygujące pytanie. Po co na wydruku próbnym oznaczenie autora, które nie miało się znaleźć na ostatecznej wersji banknotu? Być może te albo analogiczne próby kolorystyczne były wykonane przez Zygmunta Kamińskiego nie tylko po to aby ustalić ostateczny wygląd nowych nominałów, ale także po to aby posłużyć się najciekawszymi wydrukami na wystawie, za którą otrzymał omawiany medal.

Published 26 January 2018

Medale na pamiątkę chrztu jako znak swoich czasów

Kiedy zastanawiałem się nad rzeczami, które powstały i zaniknęły za mojego krótkiego na razie życia, przyszły mi do głowy karty telefonicznej i kasety VHS. Dla osób żyjących w drugiej połowie XIX wieku takim przedmiotem mogły by być medale ofiarowane na pamiątkę chrztu świętego. Jeśli się nad tym zastanowić głębiej to obyczaj ten ma głęboki sens. Jest on skrzyżowaniem funkcji tezauryzacyjnej i medalu pamiątkowego. Co oznacza, że dla obdarowanego któremu powiedzie się w życiu będzie miłym wspomnieniem np. od rodziców chrzestnych. Natomiast dla obdarowanego, który napotka w życiu na trudności będzie jakimś minimalnym zabezpieczeniem w postaci kruszcu możliwego do spieniężenia. Do pewnego stopnia medale na pamiątkę chrztu zostały zastąpione przez srebrne łyżeczki lub złote monety. Dlaczego wyparły one medale na pamiątkę chrztu? W moim przekonaniu można wskazać na co najmniej dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Złote monety są bardziej anonimowe niż imienne medale, a przez to łatwiejsze do upłynnienia. Po drugie mniejsza jest dostępność usług grawerskich i popularność medali. Po prostu zmieniły się czasy i obyczaje. Nie ma dziś społecznego zapotrzebowania na eksponowanie w domu pamiątkowych medali.

Published 19 January 2018

Odznaka na 100 rocznicę 184 Warszawskiego Pułku Piechoty

Ten wpis można by zacząć od żartobliwego stwierdzenia, że są odznaki i Odznaki. Ten rozdźwięk między jakością poszczególnych wykonań widać szczególnie na przykładzie odznak z okresu Rosji carskiej. Duża część z nich była wykonana w sposób bardzo tani i często po prostu technologicznie prymitywny. Było to podyktowane szaloną lekkością z jaką nadawano odznaki w tamtym czasie w Rosji. Z drugiej strony spotkać można wyjątkowe okazy, które stanowią przykład wyszukanej pracy jubilerskiej. Odznaki carskiej Rosji, jeśli nie są związane z wymiarem sprawiedliwości, co do zasady znajdują się poza moim kręgiem zainteresowań. Nie ukrywam jednak, że lubię czasem przejrzeć katalogi aukcyjne zawierające ofertę na XIX wieczną Rosję. Jednym z takich miejsc do oglądania są aukcje organizowane przez Dimitrija Markova w czasie targów The New York Sale. Strona internetowa z jego ofertą przypomina efekt pracy amatora HTML i painta z lat 90-tych. Jednak za tą dość prymitywną szatą kryje się jedna z najlepszych ofert antykwarycznych Rosyjskiej numizmatyki i dziedzin pokrewnych. Jest ona poparta także jednymi z najwyższych, jeśli nie najwyższymi cenami. Osoby zainteresowane udziałem w tych licytacjach muszą czuć prawdziwą chęć, a może nawet zew posiadania, będąc jednocześnie osobami o sporej zasobności portfela. Ordery z ceną wywoławczą na poziomie kilkunastu tysięcy dolarów nie stanowią na tych aukcjach żadnego zaskoczenia. Rekordzistą ostatniej aukcji, która miała miejsce w dniach 9-11 stycznia 2018 roku był order św. Anny 2 klasy z diamentami i ceną wywoławczą na poziomie 50.000 USD. Taką samą cenę miał także nowodieł złotego medalu za wzorową służbę Mikołaja I.

Nie sprawdzałem tego statystycznie ale odnoszę wrażenie, że spora część oferty właśnie ze względu na wysokie ceny po prostu się nie sprzedaje i można ją zobaczyć na kolejnych aukcjach. Być może to właśnie gwarancja szalonych cen wywoławczych skłania posiadaczy najciekawszych obiektów do tego by jednak je zaoferować. Jeśli znajdzie się kupiec, który zaoferuje przysłowiowe tysiące dolarów, to uszczuplenie kolekcji jakoś się przeboleje. Z drugiej strony takie aukcje stanowią światełko w tunelu dla osób zdesperowanych i gotowych zapłacić każdą cenę za wymarzony obiekt do kolekcji. Wreszcie jest to doskonałe źródło pięknych wrażeń i ewentualnej nauki dla osób którym wystarczy spoglądanie na ciekawe obiekty. Tak więc nawet jeśli nic się nie wydarzy, to i tak wszyscy będą zadowoleni.

Wracając jednak do tematu dzisiejszego wpisu chciałem zwrócić uwagę na odznakę 184 Warszawskiego Pułku Piechoty, której emisja przypadła na 100 rocznicę jego utworzenia. Odznaka nie należy do kategorii jubilerskich majstersztyków, ani nie posiada diamentów wkomponowanych we wieńce ze szczerego złota. Ma jednak swój urok, wynikający właśnie ze szczególnego wykonania. Jest to solidna praca grawerska, składająca się z dwóch części. Pierwszym i zasadniczym elementem jest obrys odznaki z wieńcem z liści laurowych i dębowych wraz z towarzyszącymi mu symbolami. Druga część to podkładka mocowana na cztery nity. Do niej przytwierdzona jest podstawa słupka do noszenia odznaki. W omawianym egzemplarzu wygrawerowana jest także data 1913 oraz numer 17.

Moją uwagę zwróciło jednak coś zupełnie innego, czyli tło odznaki. Dokładnie rzecz biorąc tło przestrzeni między wieńcem i inicjałami Aleksandra I oraz Mikołaja II. Na zdjęciu wyraźnie widać, że znajduje się tam fragment czerwonego sukna, pod którym jest czerwona emalia. Nie potrafię sobie wytłumaczyć po co w takim układzie grawer powlekł emalią tło podkładki. Obawiam się jednak, że zagadka ta pozostanie niewyjaśniona. Spodobało mi się takie nietypowe połączenie metalu i tkaniny, w którym materiał wkomponowany jest w metal. Oczywiście nie na tyle, żeby rozważać zakup odznaki z ceną wywoławczą 2.500 USD i estymacją 3.000 USD. Staram się jednak pamiętać, że gdyby nie te ceny, być może nie widział bym jej nawet na zdjęciu.

Posts pagination

Prev 1 … 33 34 35 … 41 Next
Search for:

Najnowsze wpisy

  • They truly are put fits bonuses, cashback advertising, video game of few days objectives, and you may totally free revolves
  • 888 Local casino No deposit Incentive Play with 88 100 % free Revolves
  • Extremely cashback even offers start around 5% to 15%, paid because real money otherwise low-wager extra borrowing from the bank
  • From here you could click on the hyperlinks to read through all of our when you look at the-depth feedback or �Enjoy Now!
  • Top A real income Gambling enterprise Internet sites in 2026 Real money Gambling enterprises

Najnowsze komentarze

  • Projekt gazu on Naśladownictwo XIX-wiecznego Virtuti Militari
  • Lucyna on Wszystko jest iluzją
  • Sławek on Wszystko jest iluzją
  • Kartofel wrócił – skelnik.pl on Gorący kartofel za 160.000 PLN
  • Kartofel wrócił – skelnik.pl on Jak stracić 10.000 euro przez nieuwagę?

Archiwum wpisów

  • August 2026 (390)
  • March 2026 (1)
  • June 2024 (4)
  • February 2024 (3)
  • October 2023 (1)
  • September 2023 (1)
  • August 2023 (1)
  • July 2023 (1)
  • June 2023 (1)
  • January 2023 (1)
  • September 2022 (2)
  • August 2022 (4)
  • July 2022 (3)
  • June 2022 (1)
  • February 2022 (2)
  • January 2022 (4)
  • December 2021 (3)
  • November 2021 (1)
  • April 2021 (3)
  • February 2021 (1)
  • January 2021 (3)
  • September 2020 (1)
  • June 2020 (4)
  • May 2020 (5)
  • April 2020 (6)
  • March 2020 (4)
  • February 2020 (1)
  • January 2020 (5)
  • December 2019 (1)
  • November 2019 (1)
  • October 2019 (3)
  • September 2019 (4)
  • August 2019 (1)
  • July 2019 (2)
  • May 2019 (4)
  • April 2019 (3)
  • March 2019 (2)
  • February 2019 (2)
  • December 2018 (2)
  • July 2018 (3)
  • June 2018 (3)
  • May 2018 (4)
  • April 2018 (6)
  • March 2018 (5)
  • February 2018 (5)
  • January 2018 (5)
  • December 2017 (4)
  • November 2017 (5)
  • October 2017 (6)
  • September 2017 (6)
  • August 2017 (4)
  • July 2017 (3)
  • June 2017 (9)
  • May 2017 (1)
  • April 2017 (1)
  • January 2017 (4)
  • December 2016 (6)
  • November 2016 (4)
  • October 2016 (1)
  • September 2016 (2)
  • August 2016 (1)
  • July 2016 (7)
  • May 2016 (6)
  • April 2016 (7)
  • March 2016 (12)
Copyright © 2026 Julian M. Skelnik. All rights reserved.