Ile to jest warte?

Przyczynkiem do napisania tego postu jest ciekawy przypadek pewnego XIX wiecznego krzyża, opisywanego konsekwentnie przez kolejne domy aukcyjnego jako pochodzącego z czasów Księstwa Warszawskiego. Pierwsze notowanie jakie znalazłem pochodzi z aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego z 18 listopada 2023 roku. Był tam sprzedany za kwotę 52.900 zł., uwzględniając w tym prowizję domu aukcyjnego. Kolejna sprzedaż krzyża miała miejsce 8 grudnia 2025 roku. Na świątecznej aukcji Gabinetu Numizmatycznego Krzysztofa Jerzykowskiego ten sam krzyż został sprzedane za 25.200 zł. Jest to kwota z uwzględnieniem prowizji domu aukcyjnego zarówno od sprzedającego, jak i kupującego. Tym samym nabywca krzyża z aukcji WCN w dwa lata stracił przeszło trzydzieści tysięcy złotych. Jednocześnie nabywca krzyża z grudnia 2025 roku najwyraźniej uznał cenę za atrakcyjną lub miał inne zastrzeżenia co do swojego zakupu, ponieważ zaledwie kilka miesięcy później postanowił go sprzedać na aukcji w dniu 15 marca 2026 roku w domu aukcyjnym Niemczyk. Tym razem krzyż został sprzedany za kwotę 35.400 zł. z uwzględnieniem prowizji domu aukcyjnego. Dla komitenta różnica między ceną zakupu, a ceną sprzedaży bez prowizji domu aukcyjnego od kupującego wyniosła zaledwie 4.300 zł. Czy część tej kwoty musiał oddać jako prowizję od komitenta, tego oczywiście nie wiemy.

Pierwotnie ten wpis miał stanowić krótkie studium przypadku, który w mojej ocenie dość dobrze obrazuje zmiany cen w relatywnie krótkim czasie. Jednak opisany krzyż sąsiadował na marcowej aukcji Niemczyka z miniaturą innego krzyża złotego, sprzedanego za kwotę 16.800 zł. Ta miniatura także wydała mi się znajoma, więc poszperałem chwilę i znalazłem poprzednie notowanie tego samego egzemplarza. Pochodziło z aukcji Domu Aukcyjnego Numimarket z 8 maja 2022 roku, gdzie ta sama miniatura została sprzedana za równą kwotę 42.000 zł. Różnica między ceną zapłaconą przez nabywcę miniatury z aukcji Numimarketu, a ceną sprzedaży u Niemczyka bez prowizji domu aukcyjnego oznacza, że ktoś na tej transakcji stracił w niecałe cztery lata nie mniej niż 28.000 zł.

W tym miejscu mógłbym spuentować, że relatywnie krótki czas między kolejnymi sprzedażami świadczy o tym, że prawdopodobnie obiekty były zakupione w celach spekulacyjnych, co nie przyniosło spodziewanych zysków, lecz spektakularne straty. Odwować do tego, że trzeba posiadać wiedzę specjalistyczną i być prawdziwym kolekcjonerem, żeby kupić tanio, a sprzedać drogo. Zanim jednak zdążyłęm sformułować taki pouczający wpis, sięgnąłem do własnych doświadczeń. Na 9 aukcji Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka 5 października 2019 roku kupiłem medal Zakładu Naukowo Wychowawczego w Chyrowie ofiarowany Romanowi Chrystowskiemu w 1929 roku za kwotę 1.035 zł. Po pewnym czasie postanowiłem zaweźić swoje zainteresowania i oddałem medal temu samemu aukcjonariuszowi do sprzedaży na aukcji 1 października 2021 roku. Został sprzedany za 1.003 zł. z uwzględnieniem prowizji domu aukcyjnego co oznacza, że sprzedałem go ze stratą. Kwotowo nie była to wielka strata, ale procentowo byłem ok. 20% na minusie.

Nie mam jednak specjalnych kompleksów, ponieważ śledziłem dzisiaj V Aukcję Imienną zorganizowana przez Polski Dom Aukcyjny Wójcicki, na której oferowana była część ogromnej kolekcji medali lwowskich i galicyjskich Lecha Kokocińskiego. Osoby którą niewątpliwie można określić jako kolekcjonera i świadomego uczestnika rynku kolekcjonerskiego, o bogatej wiedzy i wieloletnim doświadczeniu. Wśród przeszło tysiąca obiektów znalazł się między innymi identyfikator członka Komitetu Wystawy Krajowej we Lwowie 1894, który został sprzedany za 504 zł. Dokładnie ten sam identyfikator niecałe dwa i pół roku temu został sprzedany na aukcji DESA Kraków za 600 zł. Kwotowo strata nie miała większego znaczenia, ale procentowo była zauważalna. Przykład jest też bardzo symboliczny, ponieważ dotyczy obiektu który w mojej ocenie faktycznie jest unikatem. Nie znam drugiego takiego identyfikatora dostępnego na rynku kolekcjonerskim.

Ostatecznie podaję wszystkie te przykłady, żeby pokazać bezcelowość niepewność inwestowania w przedmioty kolekcjonerskie. Zachłyśnięcie się indeksami wzrostu cen monet czy banknotów może prowadzić do wykrzywionego postrzegania szansy na łatwy zysk. Podane wyżej przykłady pokazują, że nie ma prostej gwarancji stałego zysku, czy stałego wzrostu. Nawet w przypadku obiektów drogich, ciekawych, czy jednostkowych. Dlatego kupujmy to co nas ciekawi, w granicach kwot na które nas stać, nawet w przypadku ryzyka poniesienia straty.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *